Spotkanie autorskie Romy Ligockiej oraz Bajit Chadasz
Wszystko z miłości...
18.10.2007 - Spotkanie autorskie z Romą Ligocką, Muzeum Galicja
19.10.2007 - koncert w ramach spotkań Bajit Chadasz, Centrum Kultury Żydowskiej
W ostatnich miesiącach Kroke bardzo często gości z koncertami w swoim rodzinnym mieście. Dwa koncerty (no, dobrze - półtora koncertu :-)) w ramach Festiwalu Kultury Żydowskiej, wspólny koncert z Edytą Geppert w Alchemii, a ostatnio - dwa spotkania na Kazimierzu. Piszę "spotkania", bo klasycznym koncertem był ten w Centrum Kultury Żydowskiej, zaś spotkanie w Muzeum Galicja było... spotkaniem właśnie. Spotkaniem nietypowym, spotkaniem bogatym we wrażenia nie tylko muzyczne.
Bohaterem wieczoru 18 października w Muzeum Galicja była dobrze znana mieszkańcom Krakowa Roma Ligocka, której najnowsza książka "Wszystko z miłości" ukazała się właśnie nakładem Wydawnictwa Literackiego. Zespół Kroke, zaprzyjaźniony z Autorką, towarzyszył Jej w czasie tego wieczoru, wplatając swoją muzykę pomiędzy felietony Pani Romy, a czasem dzieląc się wspomnieniami i opowieściami o Niej, o Jej malarstwie i prozie, czasem przekomarzając się z Nią.
Muzycy Kroke wpisali się w klimat prozy Pani Romy, grając swoje utwory spokojniej niż zwykle i wypełniając salę wystawową Muzeum Galicja przede wszystkim nastrojem, tak aby nie zagłuszać emocji płynących z czytanych przez Autorkę fragmentów książki. Sprzyjał temu fakt, iż zespół występował w klasycznym, trzyosobowym składzie, bez - co ważne w surowym wnętrzu sali Muzeum Galicja - instrumentów perkusyjnych. Muzyka, oparta na ciepłych brzmieniach kontrabasu i akordeonu, z krótszymi i cichszymi niż zazwyczaj (co nie znaczy, słabszymi - ot, względy techniczne :-)) partiami solowymi Tomasza Kukurby, to wszystko w połączeniu z prozą Romy Ligockiej i Jej rozmowami z Kroke, sprawiało wrażenie ciepłego kokonu, który odgradzał obecnych w Muzeum Galicja od zimnego i ciemnego świata na zewnątrz, dawało słuchaczom wrażenie kameralnego spotkania w gronie przyjaciół.
Nie wiem, ile osób przyszło na spotkanie, by zobaczyć i usłyszeć Romę Ligocką, a ile dla zespołu Kroke, ale w pewnym momencie przestało to mieć znaczenie - jeśli bowiem ktoś przyszedł dla muzyki - dostał także słowo, a jeśli dla słowa - otrzymał w prezencie muzykę.
Dwugodzinne spotkanie, pełne spokojnego ciepła, zakończyła opowieść Tomasza Kukurby o prezencie, jaki pewien czas temu dostał od Romy Ligockiej. Prezentem tym okazała się być harmonijka ustna, a szalone solo, jakie wykonał na niej Tomasz Kukurba wywołało entuzjazm Autorki, radosny śmiech kolegów i burzę oklasków publiczności.
Nie wiem, kto wpadł na taki pomysł prezentacji nowej książki Romy Ligockiej, na takie połączenie słowa i muzyki, na takie spotkanie przyjaciół i twórców. Kimkolwiek był - pomysł miał genialny. A nam pozostaje czekać na kolejną książkę Romy Ligockiej lub na wystawę Jej malarstwa
Następnego dnia Kroke grało koncert w Centrum Kultury Żydowskiej w ramach spotkań Bajit Chadasz. Tym razem zespół wystąpił z Tomaszem Grochotem, prezentując głównie materiał z płyty "Seventh Trip", uzupełniony utworami z wcześniejszych albumów. Muszę powiedzieć, że z niepokojem czekałem na ten występ. Po pierwsze - Tomasz Kukurba zmagał się z wyraźnym przeziębieniem, a po drugie - nie przepadam za salą Centrum Kultury Żydowskiej. Sala ta sprawdza się świetnie w przypadku konferencji naukowych, aukcji, spotkań autorskich, ale w przypadku muzyki, zwłaszcza tak pełnej emocji... Jeśli zespół gra w tej sali zbyt cicho - do środka przebijają się odgłosy Placu Nowego, jeśli gra zbyt głośno - akustyka sali nie nadąża za muzyką, dźwięki gubią się w natłoku, są problemy z usłyszeniem wszystkich instrumentów. I nie jest to wina akustyków - taki po prostu jest urok tej sali, chłodnej i bardzo twardej, wręcz "kanciastej" akustycznie. Dodajmy do tego przeszkloną ścianę, dzielącą salę koncertową od żyjącej własnym życiem reszty Centrum i mamy już komplet problemów, z którymi musi się zmagać grający w CKŻ zespół.
Kroke dało "pełnowymiarowy", dwugodzinny koncert, w czasie którego poza utworami z "Seventh Trip", usłyszeliśmy także największe przeboje zespołu: "Time" (tym razem nie na bis, a w środku koncertu), "Light in the Darkness", "Ajde Jano" i niesamowicie nastrojowe, rozbudowane niemal do rozmiarów samodzielnej suity "Water". Jak zwykle zespół zagrał inaczej - jakkolwiek dziwnie to brzmi :-) W stosunku do poprzednich koncertów zmieniła się kolejność utworów, niektórym lekko zmieniono aranżację, inne zabrzmiały w nowy sposób, dzięki akustyce sali.
Redakcja www.kroke.home.pl (w składzie pełnym: dwie osoby, wszyscy obecni :-)) siedziała tym razem dalej od sceny, ale podobnie jak w synagodze Kupa w czerwcu, doszła do zgodnego wniosku, że w niektórych salach pełny zestaw perkusyjny nie ma po prostu sensu. Albo nie wykorzystuje się wszystkich jego możliwości, czemu więc nie skorzystać z czegoś bardziej kameralnego albo - co gorsza - wykorzystuje się owe możliwości i wtedy ściana dźwięku odgradza publiczność od pozostałych instrumentów. Przez większość koncertu jakoś to wszystko - specyfikę sali, nastrój muzyki Kroke, energię muzyków - udawało się pogodzić. Momentami jednak wśród dźwięków perkusji gubił się akordeon, zwłaszcza w charakterystycznych i tak ważnych partiach tła, a chwilami niesłyszalny był nawet kontrabas. Altówka Tomasza Kukurby prześlizgiwała się pomiędzy tym wszystkim w swoich spiralnych solówkach, ale momentami nastrój ustępował przed energią, klimat przed rytmem...
Ale to może tylko kwestia moich indywidualnych gustów - publiczność z utworu na utwór reagowała coraz goręcej, coraz głośniej i długo nie chciała wypuścić muzyków ze sceny. Zespół z utworu na utwór "rozpędzał się", żonglował nastrojami od energetycznego i niemal wesołego "Eddiego" po rozbudowane i niesamowicie brzmiące "Water" (w którym akurat właśnie głośna perkusja współtworzyła klimat). A kiedy na bis zabrzmiało "Ajde Jano"... kto był choć raz na koncercie Kroke, ten wie, co się wtedy dzieje na sali :-)
Dwa koncerty, dwa różne spotkania, dwa odmienne klimaty... Dwa dni z Kroke w Krakowie. Kroke, Kraków... to przecież znaczy to samo.
AJK