Kroke na 19. Festiwalu Kultury Żydowskiej w Krakowie

Kroke w synagodze Tempel


Na koncert Kroke w krakowskiej synagodze Tempel warto się było wybrać z paru powodów. Po pierwsze - bo to Kroke. Po drugie - bo podstawowe źródło informacji o zespole (czyli - bo może ktoś jeszcze nie słyszał - strona kroke.home.pl :-)) poinformowało, że Kroke spędziło wiosnę w studio. Co - po drugie i pół - daje nadzieję na nowa płytę, a skoro tak, to - i to jest po drugie i trzy czwarte - można się spodziewać, że niedługo Kroke zmieni zestaw utworów. Czyli po trzecie - jedna z ostatnich okazji, żeby usłyszeć stary program na żywo.

Synagoga Tempel
Synagoga Tempel

Jak było? Przede wszystkim gorąco. Tegoroczne lato mamy upalne, a synagoga Tempel dysponuje jedynie klimatyzacją mechaniczną typu: "ja otworzę drzwi, a wy otwórzcie okno", która w parne popołudnie kompletnie się nie sprawdzała. Do przeciągu potrzebny jest bowiem jakiś wiatr, a w poniedziałek powietrze stało w miejscu i nie tylko dlatego, że się zasłuchało. Publiczność mogła przynajmniej powachlować się gazetami, programem koncertu albo kartkami "miejsce zarezerwowane", ale muzycy musieli znosić światła i temperaturę reflektorów, ciężar instrumentów i jeszcze robić wrażenie, że się dobrze bawią. Ale wiecie co? Chyba jednak rzeczywiście dobrze się bawili. No bo jeśli w temperaturze pieca hutniczego Tomasz Lato ze śmiechem skacze przy kontrabasie (tym starym, "klasycznym"), Jerzy Bawoł zawija akordeonem z takim rozmachem, że publiczność w pierwszym rzędzie nadstawia ręce, żeby złapać muzyka i jego instrument, to chyba nie dlatego, że zespół zżerała nuda i zniechęcenie, prawda? Co do Tomasza Kukurby - wiadomo: nie potrafi ustać w miejscu nawet przez 4 sekundy i zapytajcie dowolnego fotografa, a każdy odpowie Wam, że "Nie można by go przykuć do czegoś, przybić, przywiązać i przykleić? 'I', nie 'albo', bo jeden sposób przecież nie wystarczy, a ja muszę zrobić choć jedno ostre zdjęcie!"

Kroke:  Tomasz Kukurba i Jerzy Bawoł
Tomasz Kukurba i Jerzy Bawoł

Tu kolejna odpowiedź na pytanie "jak było?". Było bowiem... trzyosobowo. Tym razem Kroke zagrało w trio, bez Tomasza Grochota. I z całą sympatią dla bębniącego Tomasza powiedzmy to sobie otwarcie - "powrót do korzeni" (jak nazwał ten krok Janusz Makuch) był dobrym posunięciem. Muzyka Kroke wcale nie straciła na energii (co było słychać choćby w "Water" czy "Journey"), ale powstało miejsce na to, co było atutem Kroke w przeszłości - granie zespołowe, wymienność ról instrumentów, przechodzenie z partii solowych w rytmiczne, a potem w budowanie tła, dialogi altówki z kontrabasem, a kontrabasu z akordeonem. Część utworów zabrzmiała podobnie, ale niektóre bez perkusji Tomasza Grochota, jego blach i elektronicznych zabawek zyskały zupełnie nowe, inne brzmienie. Czy lepsze, czy gorsze - to już ocena bardzo subiektywna. Inne.

Kroke:  Tomasz Lato
Tomasz Lato

Jerzy Bawoł zapowiedział koncert jako "The Best of Kroke" i rzeczywiście usłyszeliśmy utwory z paru płyt, a nawet nie tylko płyt, bo "Jovano, Jovanke" bardziej kojarzyło mi się z nagraniem kasetowym niż wersją z "East meets East". Były utwory z "Ten Pieces to Save the World" ("Usual Happiness", "Light in the Darkness", "Cave"), z "Sounds of the Vanishing World" ("Time", "Water"), Seventh Trip ("Canon", "Dance of the Snowlfake", "Journey"), ale Kroke zagrało także dawno niesłyszany "Tsigoyner Tants" i trzeba powiedzieć, że publiczność przyjęła ten utwór prawdziwą owacją. Sam "klaskaniem miałem obrzękłe prawice" - nie wiem, czy członkowie Kroke czytali recenzje płyt zamieszczone na tej stronie (przypuszczam, że wątpię :-)), ale tak się jakoś złożyło, że niemal wszystkie zmiany, jakie wprowadzili do granych utworów "odpowiadały na słuszne postulaty szerokich mas słuchających" (zwłaszcza w "Water", "Journey" i "Eddiem" - wszystkie trzy zagrane tak, że publiczności kapcie spadały, a upał tańczył radośnie w kącie).

Kroke:  Jerzy Bawol
Jerzy Bawol

Kto był w synagodze Tempel, miał okazję usłyszeć "bururumbururumbururum... muzyczną... premierę...". Nowy utwór Kroke nie ma jeszcze tytułu, a co do opinii... Cóż, pewnie ilu słuchaczy, tyle różnych zdań. Ogólnie mówiąc, nowe dzieło Kroke ma charakter bardzo ilustracyjny, filmowy wręcz, niepokojąco się zaczyna, nastrojowo się kończy, a w międzyczasie zwolennicy śpiewającego Tomasza Kukurby cieszą się bardzo, przeciwnicy zgrzytają zębami, a osobniki całkowicie obietywne (czyli niżej podpisany) mają własne zdanie, ale się nim na razie nie podzielą, bo cóż można powiedzieć po jednym przesłuchaniu w takich warunkach? Słucham?... Kto "asekurant"?

Kroke:  Tomasz Kukurba
Tomasz Kukurba

Dwugodzinny koncert kończyły dwa bisy (energetyczne, ale oszczędne "Ajde Jano" i bodaj najlepsze wykonanie "Eddiego", jakie słyszałem), dwie owacje na stojąco, żal publiczności i żal Janusza Makucha, który mówił do Tomasza Lato: "Jak dla mnie, moglibyście grać do północy, ale musimy przygotować salę dla Emila Zrihana".
Nie lubimy Emila Zrihana.
Znaczy, zazwyczaj lubimy, ale tego wieczora trochę mniej.

Janusz Makuch
Janusz Makuch

Dwie godziny muzyki, dwie godziny wrażeń zupełnie nowych i wspomnień. Oraz dwie godziny upału, ale warto było. Kto nie był, może skorzystać z archiwum Festiwalu Kultury Żydowskiej i obejrzeć fragmenty tutaj
Zawsze coś, prawda?

PS Nie, Jerzy Bawoł nie wygłosił kanonicznej zapowiedzi utworu "Dance of the Snowflake" :-)

TOP ↑