Niekończąca się opowieść :: część 3
Historia zespołu w odcinkach
[...] To muzyka, w której z płyty na płytę coraz wyraźniej zaczyna się tworzyć specyficzny, rozpoznawalny od pierwszych minut styl Kroke, niepowtarzalne brzmienie [...]
Zespół miał teraz sporo pracy. Koncerty na Szerokiej, coraz więcej propozycji koncertowych, rozszedł się także nakład pierwszej kasety - trzeba było więc pomyśleć o drugiej. Ukazała się w 1995 roku i tak jak poprzednia - napotkała opór materii. W Krakowie byli znani - tu grali na co dzień, tu mieli swoją publiczność, więc tutejsze sklepy muzyczne raczej nie miały oporów przed przyjmowaniem ich kaset, ale poza Krakowem... Jak pisaliśmy - żadna większa wytwórnia nie była zainteresowana promowaniem muzyki klezmerskiej, moda na "world music" jeszcze nie nadeszła, radio nie prezentowało utworów z tego nurtu. Dla większości sklepów muzyka Kroke była czymś nieznanym, dziwacznym, nieprzebojowym, czymś na czym można stracić bardzo łatwo, a zarobić raczej się nie da. Mimo to muzycy Kroke postanowili pójść krok dalej - w styczniu 1995 zaczęli nagrywanie materiału, który miałby ukazać się na płycie kompaktowej. Nagrania odbywały się w krakowskim studio Grelcom, a producentem był Dariusz Grela - człowiek, który o brzmienie Kroke dba do dziś. Muzycy zagrali swoje, Dariusz Grela to nagrał, zmiksował i zaczęły się poszukiwania firmy, która zdecydowałaby się wydać tę płytę... Reakcje wytwórni muzycznych można sobie wyobrazić. "Klez...co? Klez-mer, tak? Aha... Oczywiście. Klezmer. Jasne. Cokolwiek to znaczy. Jutro, dobrze? Albo lepiej pojutrze. Za tydzień. My zadzwonimy".
Problemy fonograficzno-dystrybucyjne rekompensowały zaproszenia na koncerty. W tym przypadku także sprawdzało się powiedzenie, że "trudno być prorokiem we własnym kraju" - częściej zaproszenia przychodziły z zagranicy, zwłaszcza z Niemiec. Kroke grało w Norymberdze, Monachium, Kolonii... Po którymś z koncertów z zespołem skontaktowali się ludzie z młodej wytwórni "Oriente Musik" - i tak zaczęła się przygoda, która trwa do dziś i przyniosła siedem płyt kompaktowych. W 1996 roku Oriente Musik wydała płytę "Trio", rok później płytę "Eden", a w 1998 roku znakomity koncertowy album "Live at The Pit", nagrany w czasie pobytu Kroke w Wielkiej Brytanii.
Nagrywanie dla niewielkich wytwórni ma swoje plusy i minusy. Minusem, oczywiście, są wszelkie kwestie związane z finansami i public relations. Rzadko kiedy zespół nagrywający dla takiej wytwórni jest w stanie przebić się przez kilometry i kilogramy płyt produkowanych przez gigantów, rzadko kiedy taka wytwórnia jest w stanie umieścić nagrania artystów na radiowych playlistach. Ale zdecydowanym plusem kameralności takiej współpracy jest całkowita swoboda artystyczna, jaką może cieszyć się zespół. Liczy się zespół i jego muzyka, a nie listy sprzedaży, badania fokusowe i wytyczne "może to i dobre, ale lepiej zagrajcie umc-umc-bum, bo to się sprzedaje dużo lepiej. Dodamy jeszcze dwóch tańczących chłopców i zrobimy z was świetny boysband". Na płytach zespołu Kroke słychać muzykę i tylko muzykę. Oczywiście, nagraną na profesjonalnym sprzęcie, dopracowaną technicznie, ale autentyczną, nie przerobioną według gustów publiczności czy sondaży. Na płytach tych słychać muzyczne poszukiwania, głębokie fascynacje, zmiany zainteresowań. To żywa muzyka, w której raz górę bierze zafascynowanie Bałkanami czy muzyką pochodzącą z Rosji, innym razem - jazzem albo klimatami sefardyjskimi. To muzyka, w której z płyty na płytę coraz wyraźniej zaczyna się tworzyć specyficzny, rozpoznawalny od pierwszych minut styl Kroke, niepowtarzalne brzmienie.
Kiedy patrzę na daty i miejsca nagrań oraz daty wydania płyt - wydaje mi się, że Kroke miało przy nagrywaniu swoich płyt zupełną swobodę, że Oriente Musik nie ograniczało zespołu, pozostawiając sobie jedynie rolę wydawcy i dystrybutora nagrań, które powstawały w Krakowie. Jeśli tak było - to była to najmądrzejsza decyzja, jaką mogła podjąć wytwórnia, reprezentująca takich muzyków, jak Tomasz Kukurba, Jerzy Bawoł i Tomasz Lato.
O zespole zaczęło się mówić i pisać. Głównie za granicą - w kraju wciąż "swego nie znano". W 1997 roku Kroke wystąpiło na wielkim festiwalu WOMAD (World of Music, Art & Dance), gdzie muzycy poznali Petera Gabriela. Gabriel już znał ich muzykę - pierwsze nagrania Kroke dostał paręnaście miesięcy wcześniej od Stevena Spielberga. Kroke grało na WOMAD trzykrotnie w ciągu trzech dni trwania festiwalu, a po jego zakończeniu muzycy wyjechali do Londynu za zaproszenie Petera Gabrela.
W 1998 roku koncertowy album "Live at The Pit", nagrany w prywatnym klubie pod Londynem, otrzymał nominację do Nagrody Niemieckiej Krytyki Płytowej i choć samej nagrody nie zdobył, to przegrał z płytą "Klezmer Soul", dwupłytową składanką, na której wykorzystano także nagranie Kroke.
Ciężka praca zaczęła przynosić owoce - Kroke zaczęło być zespołem rozpoznawanym, cenionym. Z małej kawiarni na krakowskim Kazimierzu trafiło między gwiazdy muzyki nie tylko klezmerskiej. Trzy płyty długogrające i dziesiątki koncertów pozwoliły na ukształtowanie się niepowtarzalnego, coraz dojrzalszego brzmienia.
W tym samym czasie, kiedy krytycy i publiczność zachwycali się płytą "Live at The Pit" i koncertami zespołu, Kroke nagrywało kolejny album. W maju 1998 roku w studio Grelcom zarejestrowano materiał, który rok później wytwórnia Oriente Musik wydała na płycie "The Sounds of the Vanishing World". Album składający się - w przeciwieństwie do poprzednich płyt - głównie z autorskich kompozycji członków Kroke, stał się prawdziwym wydarzeniem artystycznym. Słuchaczy zachwyciły przepiękne kompozycje, głębokie dojrzałe brzmienie, styl tak mocno osadzony w tradycji, a jednocześnie tak nowy, że niedający się porównać z czymkolwiek wcześniej. Również krytycy byli zachwyceni - "The Sounds of the Vanishing World" zebrała znakomite recenzje w prasie całej Europy, została świetnie przyjęta także w Polsce. Ta płyta także została nominowana do Nagrody Niemieckiej Krytyki Płytowej i w 2000 roku Nagrodę tę zdobyła.
cdn...