Opowieści o Kroke :: Album "Trio"

[...] Tak naprawdę liczy się muzyka, a ta jest piękna, liczy się to, że w 1996 roku z płytą "Trio" w polskiej muzyce pojawiło się coś zupełnie nowego i coś bardzo pięknego [...]

Trzech Panów w Kroke

Płyta "Trio" ukazała się w 1996 roku, ale wtedy ani ja na nią, ani ona na mnie nie trafiła. Po raz pierwszy usłyszałem ją kilka lat po wydaniu. Wydawać by się mogło, że w dzisiejszych czasach, kiedy zespoły powstają, rozpadają się i znikają z dnia na dzień, w czasach, w których podobnie dzieje się z całymi gatunkami muzycznymi, że w takich czasach dwa czy trzy lata to bardzo dużo. Teoretycznie płyta powinna się zestarzeć, muzyka - stać się wtórna nawet w stosunku do następnych płyt zespołu, o wykonawcach zagranicznych nie wspominając. W przypadku "Trio" nic takiego nie nastąpiło - ta płyta broni się znakomicie. Obroniła się wtedy, gdy słyszałem ją po raz pierwszy i broni się dziś.
Nie wiem, jak określić muzykę, którą gra zespół Kroke. Nigdy nie wiedziałem. Ale spośród wszystkich płyt zespołu, płyta "Trio" chyba najbliższa jest nurtowi klezmerskiemu. To, oczywiście, żadne odkrycie - do nurtu muzyki żydowskiej nawiązuje nazwa zepołu, rysunek na okładce, utwory, często będące po prostu nowymi wersjami tradycyjnych pieśni i tańców ludowych czy nawet instrumentarium. Ale "najbliższa" nie znaczy "tożsama". Bo to, co słyszymy na płycie "Trio", to nie jest muzyka klezmerska sensu stricto, to autorska wersja Kroke, to tradycyjna muzyka przefiltrowana przez wrażliwość ludzi o sporej wyobraźni oraz odwadze muzycznej. Pomiędzy fragmentami prawie czysto klezmerskimi, ludowymi niemal, mamy momenty, w których może wydawać się nam, że to płyta zespołu grającego muzykę jazzową, w innych chwilach jedynym określeniem, jakie przychodzi mi na myśl jest "muzyka ilustracyjna" - tak sugestywnie Kroke tworzy muzyczne obrazy i tak dalece wymyka się w tych chwilach standardowym podziałom muzycznym.
Strona muzyczna tej płyty ma swoje źródła w klimatach wschodnich, przede wszystkim bałkańskich. Mamy na "Trio" ludową pieśń z tych terenów ("Ajde Jano"), mamy czardaszowy dźwięk skrzypiec i czardaszowe melodie, w niektórych utworach nawet specyficzne pokrzykiwanie, przeciętnemu słuchaczowi przywodzące na myśl filmy Emira Kustiricy. Z drugiej strony - mocno słyszalna "klezmerskość", przewijająca się w charakterystycznych dla tego gatunku szczegółach: jękliwe zaśpiewy skrzypiec, bardzo charakterystyczny rytm ("Bessarabian Hora") czy specyficznym rodzaju wokalizy, nawiązującym do sposobu śpiewania kantorów ("Jerusalem, part 2").
"Kłopot" z Kroke polega na tym, że kiedy już słuchaczowi wydaje się, iż rozpoznał styl zespołu, że wie już, jaką muzykę grają - oni zmieniają sposób grania, między czardasza a długi fragment ilustracyjny wplatają klasycznie jazzowe solo, zaraz potem wokalizę Tomka Kukurby, która tak naprawdę nie jest ani śpiewem kantora, ani jazzową improwizacją, by wreszcie zaplątać słuchacza w gęste instrumentalne wariacje wszystkich instrumentów po kolei.
A właśnie - instrumenty. Uderzająca na płycie "Trio" jest "równość" instrumentów wobec siebie, ich WSPÓLNA rola w tworzeniu zarówno melodii, jak i klimatu. Skrzypce (czasem altówka), kontrabas i akordeon stanowią w muzyce zawartej na "Trio" całość, są elementami wzajemnie się uzupełniającymi, czasem zastępującymi, a czasem nawet naśladującymi się wzajemnie. Z racji prowadzenia melodii skrzypce często wybijają się na plan pierwszy, ale nie są instrumentem dominującym, nie zabierają przestrzeni muzycznej, nie przytłaczają innych instrumentów. Wręcz przeciwnie - wielokrotnie na tej płycie mamy do czynienia z przypadkiem, gdy skrzypce "wycofują się", grając w tle, tworząc delikatny podkład i pozostawiając nie tylko solo, ale całkowite prowadzenie melodii akordeonowi czy nawet kontrabasowi. Instrumenty nie mają na tej płycie ściśle przypisanych ról, każdy z nich ma partie, w których gra rytmiczne, w których podtrzymuje melodię tworzoną przez inne instrumenty, by jeszcze w tym samym utworze oddać rytm i przejąć prowadzenie melodii czy zakręcić nią w jakiejś dziwnej wariacji. Kroke wielokrotnie wykorzystuje także duety instrumentów - zarówno do tworzenia linii melodycznej, jak i podtrzymywania rytmu. Czasem te duety grane są tak blisko siebie, że gubi się gdzieś podział na instrumenty, że ich dźwięki zlewają się w jedną melodię i trudno rozpoznać, czy słyszymy skrzypce i akordeon, czy może to jednak jeden instrument, tylko nagrany w nietypowy sposób. To "podwójne granie" znakomicie słychać już w pierwszym utworze, kiedy początkowy, niemal bezpodziałowy duet skrzypiec i akordeonu przeradza się we wspólne granie akordeonu i kontrabasu, które wspierają piękne solo skrzypiec, by następnie w końcowych partiach utworu zostawić miejsce dla solowej partii akordeonu i pulsującego podkładu rytmicznego w wykonaniu duetu skrzypce-kontrabas.
Kto wie, czy to właśnie nie jest główny atut tej płyty - to współistnienie instrumentów na równych prawach, to prawdziwe "trio", bez jednoznacznie przypisanych ról muzycznych, płynność przechodzenia z melodii w rytm, z rytmu w melodię przy wzajemnym uzupełnianiu się, to stworzenie z różnych sposobów gry i różnych konfiguracji - zwartej całości. Całości urzekającej zarówno sprawnością techniczną (nie bez przyczyny, w końcu grają muzycy z cenzusem :-)), jak z drugiej strony - swobodą, naturalnością i przede wszystkim wszechstronnością brzmienia. Tak jak płyty "Trio" nie da się wpisać jednoznacznie w jeden nurt muzyczny, tak samych muzyków nie da się określić jednym słowem czy zdaniem. Wykorzystują brzmienie swoich instrumentów w sposób wszechstronny, często wręcz nieprzewidywalny. Tomasz Kukurba potrafi zagrać miękko, głęboko i wręcz klasycznie, w innym miejscu sięgnąć po brzmienie kojarzące się z country (czy tylko mnie tak właśnie kojarzy się początek "Rumenisher tants"?), a chwilę potem wydobyć ze skrzypiec brzmienie niemal czysto jazzowe. W czardaszu tnie wysokimi, przenikliwymi nutami, a gdzie indziej drobnymi szybkimi dźwiękami tworzy tło dla popisów Tomasza Lato i Jerzego Bawoła. Jerzy Bawoł tworzy na swoim akordeonie cała paletę dźwięków - od bardzo przedłużonych nut, wokół których z wolna buduje się melodia grana przez pozostałych muzyków, aż po improwizacje, które kojarzą się z jazzem, ale przecież nim nie są (np. "Spiel Klezmer") czy ostre, galopujące pasaże. A czasem - jak w "Rumenisher tants" gra po prostu skoczną, ludową melodię, ale za to tak, że słuchacz chcąc nie chcąc - przytupuje do rytmu. Tomasz Lato prowadzi kontrabas bardzo miękko i melodyjnie - czasem wręcz zbliżając się wysokością tonu do dźwięku altówki. To nie jest granie sekcyjne, traktowanie kontrabasu jak trochę większego metronomu - to pełnoprawny udział w tworzeniu muzyki, obojętne czy w danej chwili kontrabas podtrzymuje rytm wesołą synkopą, czy samodzielnie głębokim, soczystym tonem śpiewa melodię. Bez kontrabasu Tomasza Lato płyta "Trio" straciłaby wiele, straciłaby jedną trzecią uroku.
Ale nie tylko klasyczne instrumenty grają na tej płycie. Głos Tomasza Kukurby także przecież jest instrumentem, jest częścią klimatu płyty "Trio". Jego pokrzykiwania w utworach, czerpiących z tradycji ludowej, prawie kantorskie zaśpiewy w "Jerusalem, part 2" czy przejmujące wokalizy ("Kazimierz Impressions") współtworzą nastrój, czasem nawet go słuchaczowi narzucają. I podobnie jak w przypadku skrzypiec, akordeonu czy kontrabasu - głos pełni na "Trio" różne role, nie jest przypisany tylko do jednego fragmentu muzyki, do jednej funkcji. Jeśli wybija się czasem na plan pierwszy, to w innym miejscu mocno splata się z dźwiękami instrumentów (jak w "Jerusalem, part 1"). Warto posłuchać, warto usłyszeć...
"Trio" to płyta bardzo plastyczna. Muzyka na niej zawarta i nastrój budowany przez artystów powoduje, że słuchaczowi... no, dobrze, nie uogólniajmy - niżej podpisanemu :-)) wielokrotnie "przed oczyma duszy" pojawiają się obrazy, wrażenia, skojarzenia związane z tym, co słyszy. Ot, choćby w utworze "Rumenisher Tants", kiedy można niemal zobaczyć rumuńską wioskę doby CK monarchii, jakiś festyn, w czasie którego dziewczęta tańczą wesoło na głównym placu, a kiedy w refrenie pojawia się zupełnie inna melodia, można odnieść wrażenie, że przez wieś przejeżdża właśnie szwadron dziarskich CK huzarów. Z drugiej zaś strony - utwór "Returns", przy słuchaniu którego trudno uwolnić się od wrażenia, że właśnie widzimy/słyszymy przelatujący samolot, a po chwili siedzimy w pędzącym po torach pociągu. Oczywiście, to wszystko jest kwestią indywidualnych skojarzeń, być może sugestią tytułu, który owe skojarzenia podsuwa. A jednak, kiedy słucham "Kazimierz Impression", to ciężko mi uwolnić się od obrazów krakowskiego Kazimierza z czasów wojny - słuchając tego utworu zawsze mam wrażenie, że opowiada on o losach dzielnicy żydowskiej, jej przedwojennym życiu (motyw ludowy i inny, jakby z nawiązaniami do muzyki dwudziestolecia) i wojennej zagładzie. Zawsze słyszę w tej muzyce płacz, krzyk, lament i mam wrażenie, że to dzieje kogoś, kto ukrył się w czasie wysiedlania ludności żydowskiej do podgórskiego getta, a po opuszczeniu kryjówki zobaczył tylko pustkę, usłyszał ciszę tego miejsca..., że ten ktoś biega po Kazimierzu, szuka... i wreszcie wybucha ostatnią rozpaczliwą skargą. Nie potrafię się uwolnić od tych skojarzeń, choć nawet nie wiem, czy w jakimkolwiek stopniu odpowiadają intencjom twórców, czy może powstały tylko we mnie pod wpływem muzyki Kroke, pod wpływem przejmującej wokalizy Tomasza Kukurby, pod wpływem lektur. I nawet nie wiem, czy ma znaczenie, skąd się owe skojarzenia wzięły...
Wiele się na tej płycie dzieje i wiele można by o niej pisać, rozbierać każdy utwór na czynniki pierwsze, pokazywać palcem zmiany tempa, duetów instrumentalnych. Można spierać się, czy brzmienie Kroke jest bliższe muzyce klezmerskiej czy jazzowej. Można czepiać się pewnej "surowości" nagrania (zwłaszcza w "Ajde Jano" "niemuzyczne" odgłosy wydawane przez instrumenty słyszalne są bardzo wyraźnie). Można, ale po co? Tak naprawdę liczy się muzyka, a ta jest piękna, liczy się to, że w 1996 roku z płytą "Trio" w polskiej muzyce pojawiło się coś zupełnie nowego i coś bardzo pięknego.

AJK

TOP ↑